Autorki książki „Lizbona” przekonują, że przywiązanie do formuły przewodnika nie jest najlepszym sposobem zwiedzania nowego miejsca, bo odbiera radość samodzielnego odkrywania – ludzi, przestrzeni, zapachów. Ta książka to inspiracja do slow travel.

„Podczas poszukiwania dzielnicy Baixa współautorka tej książki kazała mi namierzyć pomnik markiza de Pombal i iść za jego wzrokiem. Zadziałało. Trafiłam i do dzisiaj wiem, że kamienny mężczyzna z lwem może służyć za drogowskaz” – pisze Weronika Wawrzkowicz-Nasternak. Jeśli sięgniesz po książkę „Lizbona. Miasto, które przytula” nie spodziewaj się bardziej szczegółowych wskazówek. Dla osób, które nigdzie nie ruszą się bez GPS-a, może to być prawdziwym wyzwaniem.

W sumie to nie jest przewodnik. A przynajmniej nie zwykły przewodnik, jakich wiele na półkach księgarń. Książka „Lizbona” to opowieść dwóch autorek o różnorodnych uczuciach, jakie budzi to miasto. Weronika Wawrzkowicz-Nasternak, dziennikarka, pokochała je 9 lat temu i od tamtej pory wciąż tam wraca. Z kolei Marta Stacewicz-Paixão mieszkała w Lizbonie 11 lat, więc opowiada o niej barwnie z perspektywy lokalsa.

„Większość ludzi jedzie tam jedynie na weekend – czytamy w książce „Lizbona. Miasto, które przytula”. – W trakcie dwóch dni spacerują Alfamą, jedzą pastéis de nata, oglądają zamek Świętego Jerzego”. Potem wrzucają zdjęcia na Instagram i miasto jest zaliczone.

Z książką „Lizbona” nie utoniesz w morzu turystów

W książce „Lizbona. Miasto, które przytula” Weronika Wawrzkowicz-Nasternak opowiada, jak podczas swojej pierwszej wizyty zwiedzała miasto bez wertowania przewodnika. Nie zajrzała do rekomendowanych muzeów, nie odwiedziła „najlepszych” restauracji i nie wsiadła do słynnego tramwaju numer 28. Mimo to wróciła zachwycona. Teraz przylatując do Lizbony, najpierw idzie przywitać się z rzeką. Nad Tagiem zawsze odnajduje spokój, nawet wśród tłumu turystów.

Odwiedza miasto jak kogoś znajomego, nie zwiedza. „Chodzę ulicami Lizbony na pamięć – zdradza. – Nie przywiązuję wagi do nazw, zapamiętuję kolory fasad, schodki, kafejki, wzory azulejos. To moje punkty odniesienia”. Po dziewięciu latach powrotów do stolicy Portugalii nadal nie widziała wielu miejsc, które polecają przewodniki. Nie ma planu zaliczania atrakcji. „Za bardzo przypomina mi to korporacyjne realizowanie zadań” – pisze w książce „Lizbona”

Co ją zachwyciło? Szpital dla lalek! Miejsce, które chce zobaczyć? To… stara miejska pralnia.

Smaki, zapachy i dźwięki Lizbony

Najciekawsze dla mnie były opowieści Marty Stacewicz-Paixão o codziennym życiu w mieście, zwyczajach i zabawnych dziwactwach mieszkańców. Z książki „Lizbona” dowiemy się m.in. o tym, że Portugalczycy nie mają zwyczaju bawić się w domu. Imprezując, przechodzą z miejsca na miejsce. Istnieje nawet sformułowanie preparar a noite, które można przetłumaczyć jako „przygotowanie/podgrzanie nocy”. Oznacza lizbońskie krążenie od klubu do klubu – „już po kolacji, a jeszcze przed tańcami do białego rana”. A skoro na tańce to tylko w okolice Docas, czyli pod most 25 Kwietnia. Tam jest sporo miejsc, gdzie ludzie wirują na parkiecie do szóstej, siódmej rano.

Muzyka to doskonały powód, by się zatrzymać w biegu. Portugalczycy kochają nie tylko fado, ale też pimbę, czyli disco portugal. Fado zawsze wstrzymuje ruch, ludzie w restauracjach przestają jeść, żeby się zasłuchać. To rzadkość w czasach, kiedy wszystko robimy jednocześnie.

Skoro o jedzeniu mowa: smakosze nie będą zawiedzeni, sięgając po książkę „Lizbona. Miasto, które przytula”. Kulinarna podróż, w jaką zabiorą nas autorki, nie rozczarowuje. Dowiemy się, co smacznego zjeść, dostaniemy nawet przepis na baba de camelo, deser z kajmaku i jajek.

Po przeczytaniu książki „Lizbona. Miasto, które przytula” bez wstydu zamówisz kawę, nie próbując prosić o espresso, tylko o uma bica, bo system włoski w nazewnictwie nie przyjął się. Nie wpadniesz do kawiarni parę minut po 12.00, witając się bon dia (dzień dobry). O tej porze nie wypada powiedzieć inaczej niż bao tarde. Tu rytm dnia jest wyraźnie ustalony i należy go przestrzegać.

Kolejny interesujący zwyczaj to dwa buziaki, które rozdaje się na powitanie i pożegnanie, bynajmniej nie domownikom i niekoniecznie zaprzyjaźnionym osobom. Portugalczycy w taki sposób witają lubianą sąsiadkę lub żegnają… sympatycznego konsultanta w banku.

Jak się zagubić w Lizbonie

Osiem rozdziałów książki „Lizbona. Miasto, które przytula” wypełniają rozmowy autorek i wywiady z artystami, którzy dzielą się swymi wrażeniami z pobytu w tym miejscu oraz felietony, które dziennikarka pisała w Polsce i Portugalii.

Weronika przypomina o historycznych faktach, które wpłynęły na życie mieszkańców miasta (rewolucja goździków). Z książki „Lizbona” dowiadujemy się, że tak jak w większości krajów Europy w epokach renesansu, baroku i oświecenia ściany pałaców zdobiły dzieła wielkich malarzy, w Portugalii te same przestrzenie wypełniały obrazy z azulejos. Dziś znajdują się na fasadach wielu budynków, inaczej trzeba byłoby walczyć z wdzierającą się w mury wilgocią i z pleśnią, która wykwita czarnymi plamkami, gdzie tylko może.

Autorka snuje opowieści o spotkanych ludziach, przeczytanej o Lizbonie książce Antonia Muñoza Moliny „Jak przemijający cień”, obejrzanych filmach. Wspomina Sandrę, która prowadzi kultową Café do Eléctrico, w której odbyła się jedna ze scen filmu „Imagine” w reżyserii Andrzeja Jakimowskiego. Dla niektórych czytelników będzie to siłą, dla innych, którzy widzieli „Imagine” czy czytali Molinę – słabością.

Jeśli nie wybierasz się do Lizbony, samo czytanie tej książki jest przyjemnością. Jeśli dopiero planujesz podróż, być może dzięki lekturze miasto to nie będzie jedynie przestrzenią do zwiedzania, a stanie się miejscem doświadczania.

Tak, jak wizyta w Lizbonie nie jest dla Weroniki Wawrzkowicz-Nasternak podróżą pod hasłem: „must see ”, tak jej książka „Lizbona. Miasto, które przytula” zapewne nie jest pozycją obowiązkową dla tych, którzy szukają konkretów. Nie znajdą w niej polecanych adresów, zachwytów nad zabytkami. Czytając ją, spędzamy czas, jak autorka w Lizbonie, idziemy przed siebie bez żadnych oczekiwań, zatrzymamy się przy ulubionych fragmentach, zagapimy się, zadumamy, jesteśmy sami ze sobą. Bo w pragnieniu podróżowania już sama droga jest przyjemnością.

– Aleksandra Jaworska

Tagi: , , ,