Czy można być zbyt dorosłym, aby czytać baśnie? Z pewnością nie w przypadku „Różowej myszy”, którą oferuje nam Wiktor Jerofiejew, wnikliwy i wyjątkowo sarkastyczny obserwator rzeczywistości.

„Różowa mysz” to książka o przewrotnościach piękna i szpetoty, wyprawa w podwodne życie po śmierci. Razem z Marusią, jedenastoletnią rezolutną mieszkanką Moskwy, udajemy się na Car-Dno, aby odnaleźć rodziców, którzy za sprawą tajemniczego Gitarzysty zatonęli w nie do końca oczywistych okolicznościach. Wydarzeniom patronuje tytułowa Różowa Mysz, rzekomo niewinna zabawka, która okazuje się mieć szerokie wpływy zarówno w naszym, jak i podwodnym świecie. To nie bajka na dobranoc. Autor przez świat na opak pokazuje nam Rosję na opak, groteskowo licząc się z narodową mitologią i megalomanią. Zamiast romantycznej rosyjskiej duszy dostajemy duszyczkę pogubioną i zdegradowaną. Ważkie tematy podjęte z lekkością. To po prostu napisane jest jak sen, żeby absurd był lżej strawny! Rosja ma swoją Alicję w Krainie Czarów.

 

Logika snu w „Różowej myszy”

Od pierwszych stron „Różowej myszy” dzieją się rzeczy niezwykłe. Nic nie jest powiedziane wprost. Bohaterowie i ich wyobrażenia się mieszają, spod ziemi wyrastają znajome fikcyjne postacie. Przemieszczamy się wbrew geografii i zegarowi. O biegu zdarzeń dowiadujemy się, a może właściwiej powiedzieć, domyślamy, spomiędzy dialogów. Rozmowy pełne absurdu, z dziecięcą logiką prowadzone wywody na temat najistotniejszych prawd, autor funduje nam próbkę z życia wewnętrznego jedenastolatki. Na początku lektury „Różowej myszy” można poczuć delikatnie swędzący brak spójności, ale po kilku stronach już sami myślimy w ten sposób. Wiktor Jerofiejew prowadzi postmodernistyczną grę literacką i podejmuje trudne próby testowania wytrzymałości intelektualnej czytelnika. Ale z jakim smakiem! Jak sama określa to Marusia: Jeśli cudem się uratuję, zasiądę z Różową Myszą przy biurku. Mysz będzie pisać książkę dla dorosłych, a ja dla dzieci, potem wszystko wymieszamy, a co z tego wyjdzie, nie wiem.

 

Dziecko umarło. Narodziła się dziewczynka

To oś całej opowieści pt. „Różowa mysz”. Jesteśmy świadkami zmiany i doroślenia bohaterki. Wynika to po części z tego, że przyszło jej mierzyć się z bardzo dorosłym problemem. W rodzinie Marusi źle się dzieje i mówi jej o tym każdy, kogo napotka. Na dziewczynkę spada obowiązek połączenia rodziców i zabrania ich z powrotem na ziemię. W jednej chwili wpada w brutalny świat dorosłych, który jest odrażająco fałszywy i wyrachowany. Wtedy w bohaterce „Różowej myszy” rodzi się bunt – przeciw baśniom. Wobec dorosłych pada zarzut zapędzania dzieci do dziecięcego getta, w którym są karmione słodkimi cukierkami dobra, podczas gdy świat rządzi się okrutnymi prawami. Przez bajki wyrastamy na kaleki. Wierzymy w bajki, a na sąsiedniej ulicy toczy się wojna – konkluduje Marusia. A rodzice prowadzą propagandę dobra, żeby za wcześnie nie pozbawiać swoich pociech iluzji. I przygotowują je w myśl zasady: im straszniej jest w bajce o Królewnie Śnieżce, tym później łatwiej w życiu. Po zderzeniu z kłamstwem, okrucieństwem i niesprawiedliwością Marusia ogłasza śmierć dzieciństwa.

Niedobre bajki mnie wykończają. Czuję się po nich jak zwiędły kwiatuszek. Budzi się we mnie niejasna wiara w Babę Jagę. Baba Jaga nie istnieje, ale mimo wszystko jest. Mieszka w mojej głowie. Dziadek Mróz też.

Ktoś jest przekonany, że dzieci, które czytają książeczki o tym, jak nieładnie jest kłamać, są gorzej przygotowane do życia niż te, które w ogóle nic nie czytają. Z drugiej strony, myślałam sobie, jeśli nie wciskać dzieciom propagandy o zwycięstwie dobra nad złem, ludzie mogą się zdegenerować. A więc trzeba oszukiwać dzieci i dorabiać dobru lipne muskuły.

 

Nasza Rosja żyje bez głowy

A pomiędzy zdarzeniami, pomiędzy dylematami dorastającej dziewczynki, dowiadujemy się co autor „Różowej myszy” myśli o swoim kraju. Wiktor Jerofiejew, podobnie jak w swoich poprzednich dziełach – „Rosyjskiej piękności” i „Dobrym Stalinie”, ze sporą dozą humoru wytyka narodowe wady Rosjan. Cała podwodna kraina Car-Dno nabiera innego, metaforycznego znaczenia. Poddani bezmyślnie ufają królowi i wierzą w miłość kata, który mówi im wprost: Ciemiężyłem was, ciemiężę i będę ciemiężył, bo was kocham! Podejmowane są próby wprowadzenia (wymownej) „dennej demokracji”. Wspomniana jest też piękna idea rewolucji, która najlepiej sprawdziłaby się bez rewolucjonistów. Krok po kroku budujemy sobie wizję narodu o pokrętnej historii, z długą listą wad, groteskowo i sarkastycznie wyolbrzymionych. Trochę chaosu, niekonsekwencji, szaleństwa w połączeniu z nieustającymi próbami przejęcia kontroli. Rosyjskie życie? To wojna hybrydowa wszystkich ze wszystkimi!

„Różowa mysz” to książka, w której problemy narodu, rodziny, prawdy, wolności, dorosłości, a nawet miłości podane są lekko, z humorem, lecz bez umniejszania. Baśń w sam raz dla dorosłych. Niepoważna historia o sprawach najpoważniejszych:

– Jesteś jeszcze małą dziewczynką – Edward się nie obraził – ale zapamiętaj, co ci powiem. Nadzieja to tak samo ważna część człowieka jak ręce i nogi. Jeśli ją odetniemy, staniemy się kalekami. To właśnie nadzieja pozwoliła nam wzbogacić się o tak ważne pojęcie jak Bóg.

– Co tu ma do rzeczy Bóg? – zaciekawiłam się. – Postąpił po świńsku, zabierając mi mamę i tatę. Smyk ma rację. Nie cierpię Boga!

Optymistyczna twarz Amerykanina zmieniła się. Przyłożył palec do ust:

– Ćśś! Przeklinając Boga, zabijasz nadzieję. A jak mamy szukać twoich rodziców, jeśli wcześniej stracimy nadzieję?

 

– Aleksandra Brągiel

 

Tagi: , , ,