Komentowane produkty (6 150)

Bardzo podobała mi się poprzednia książka C.L. Taylor, więc postanowiłam skusić się na jej nową powieść. Lou, gdy miała 14 lat spotykała się z dużo starszym mężczyzną. Choć od tamtej chwili minęło ich osiemnaście, kobieta nadal nie otrząsnęła się z tego, co się wtedy stało. Postanowiła wrócić do rodzinnego domu i w jakiś sposób uporać się z przeszłością. Czy było to możliwe? Bardzo lubię thrillery psychologiczne wydawane przez wydawnictwo Albatros, bo nigdy do końca nie wiadomo, jak dana sprawa się zakończy. Tutaj nieco za szybko odkryłam kim jest jedna z bohaterek, ale i tak nie za bardzo umniejszyło to moją radość z lektury.

Zakończenie, jak zwykle, okazało się być bardzo nieoczywiste. Tak naprawdę nie liczyłam na to, że powieść zakończy się w tak nieoczywisty sposób. Całość czytało mi się bardzo lekko i z dużym zainteresowaniem.

,,Zanim powróci strach" C.L. Taylor to w moim przypadku książka na jedno czytanie, gdyż nie sposób się od niej oderwać przed przeczytaniem ostatniego zdania.
Miłość matki jest niewyobrażalna. Matki, której życie kończy się wraz z wyrokiem skazującym jej syna za morderstwo. Ponosi karę wraz z nim, cierpiąc ostracyzm, szykany i groźby za wydanie na świat mordercy. Jako jedyna wierzy w jego niewinność i latami próbuje jej dowieść. Bezskutecznie. Gdy Craig wychodzi na wolność, a po kilku dniach znika młoda dziewczyna, wiara matki zostaje wystawiona na próbę. Czy rzeczywiście zna tego mężczyznę, który wrócił do niej po siedemnastu latach więzienia? Czy jest w stanie wierzyć w jego niewinność tak bezgranicznie jak przed laty?

Tym bardziej, że wtedy zrobiła coś, z czego nie jest dumna. Czy popełniła największy błąd w swoim życiu? I choć mówi: "Nie zrobiłam nic złego. Chciałam tylko chronić syna", w głębi serca czuje się winna.

To powieść, w której trudno doszukiwać się pędzącej akcji i jej nagłych zwrotów. Będzie jednak idealną lekturą dla miłośników rozbudowanych wątków psychologicznych i dramatów rodzinnych. Nie znajdziemy tu fajerwerków, ale spojrzymy pełnymi miłości, ale i strachu oczami matki, lokalnego dziennikarza, który dostrzega teraz więcej niż przed laty, wreszcie zimnymi oczami mordercy. Zakończenie, choć nie zaskakuje, jest zgrabnym zakończeniem tej historii. Przeczytałam z przyjemnością.
Czy jesteśmy w stanie definitywnie odciąć się od przeszłości? Zniknąć, zapomnieć o wszystkim i zacząć nowe życie? Czy może przeszłość podąży za nami niczym myśliwy tropiący zwierzynę, by osaczyć nas i dopaść? Dwie kobiety skazane na ucieczkę. Skazane przez najbliższą osobę, przez obojętność otoczenia, przez błędy młodości. Spotykają się na lotnisku i mimo zupełnie różnych pobudek, które nimi kierują podejmują drastyczny krok, zostawiając przeszłość za sobą, zrywając wszelkie powiązania. Ich podróż ma być lotem w jedną stronę, ku wolności.

Tylko czy rzeczywiście będą w stanie się uwolnić? Czy życie pokaże, że są problemy, od których nie można uciec tylko trzeba stawić im czoła, zmierzyć się z nimi nawet wtedy, gdy czujemy się jak Dawid w starciu z Goliatem?

To opowieść o kobiecej determinacji, wsparciu i przyjaźni. O pokonywaniu paraliżującego strachu, trudnych decyzjach i nadziei. Poruszająca problemy przemocy domowej, zarówno fizycznej, jak i psychicznej. Przymykania oczu przez otoczenie. Ale również osamotnienia wymuszonego życiem poza prawem, bolesnej wręcz potrzebie życzliwości i zrozumienia.

Największym atutem powieści jest rozbudowany wątek psychologiczny postaci. Nacisk na ich emocje i dylematy, jak i tło społeczne. Również fabuła przyciąga niczym magnez, a nieustannie towarzyszące lekturze napięcie nie pozwala oderwać się od niej do ostatnich stron. Zastanowił mnie jednak podział bohaterów. Kobiety, to bohaterki pozytywne, nawet jeśli robią coś złego, to pod wpływem męskiej manipulacji. Nie doświadczysz tu jednak ani jednej prawdziwie pozytywnej postaci męskiej. Czy mój odbiór książki byłby równie dobry, gdyby te role zostały odwrócone?
Odmęt 08.07.2020 13:20:50 Usuń Zgłoś nadużycie
Jacek Łukawski znany miłośnikom fantastyki przede wszystkim z cyklu „Kraina martwej ziemi” spróbował swoich sił w kryminale. I bardzo dobrze, że spróbował, bo efekt końcowy mnie oszołomił. Mało tego, skłonił do rozmyślań nad głębią pokręconej ludzkiej natury. Główny bohater, Damian Wolczuk zaliczył czarny czwartek. Przegrał w sądzie, stracił etat i przyłapał narzeczoną na zdradzie. Ucieka z Warszawy i ze swojego roztrzaskanego życia. Rozbicie samochodu w drodze do Krakowa jest już tylko uwieńczeniem tej czarnej serii.

Trafia do niewielkiej miejscowości Chęciny, gdzie zostaje tymczasowo uziemiony. Tkwi tu w zawieszeniu pomiędzy przeszłością, a przyszłością, niczym element nie pasujący do układanki. Czy to pech, czy zarządzenie losu? Dziennikarz czuje, że tu może kryć się temat, którego desperacko potrzebuje. Bo cóż może bardziej nakręcać ludzką ciekawość niż morderstwa, dawne niepotwierdzone legendy o opętanym mnichu i dziwne wydarzenia, o które można posądzać wpływ złego? Artykuł jak się patrzy.

W pewnym momencie z obserwatora staje się uczestnikiem tych tragicznych wydarzeń. Powinien wycofać się, czy brnąć dalej wiele ryzykując?

Autor daje nam wiele nitek, za które możemy pociągać, wiele tropów, które okazują się mylne. Tu niemal każdy skrywa mroczną tajemnicę i nie jest tym za kogo się podaje. Teraźniejszość przeplata się z nierozliczoną przeszłością, która powraca niczym deja vu. Głęboko ukryte zło wypełza na powierzchnię, by znów siać spustoszenie.

Brzmi mrocznie, mistycznie? Niewątpliwie poza umiejętnie budowanym napięciem, właśnie klimat powieści jest jej największym atutem. Ale nie dajcie się zwieść, to nie opowieść o duchach, chyba, że mamy na myśli duchy przeszłości. Duchy, które zdawały się pogrzebane, od których uciekamy. Które dopadną nas wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewamy.
Zobacz wszystkie komentarze