Komentowane produkty (4 789)

Czerwony Pająk
Autor komentarza:
ja,ksiazkoholik93
21.06.2018 08:01:57 Usuń Zgłoś nadużycie
Córeczka Saszy Załuskiej zostaje porwana, a wszystko po to, by profilerka dostarczyła porywaczom teczkę TW Calineczki zawierający m.in. raport z werbunku na współpracownika SB matki jednego z kluczowych polityków prawicy oraz wiele kompromitujących faktów dotyczących znanych osobistości. Kobieta znika, by prowadzić prywatne śledztwo, a tymczasem pewien nurek odnajduje na dnie ciało kobiety. Czy Saszy uda się uratować córkę? Katarzyna Bonda to jedna z najpopularniejszych polskich autorek. Z wykształcenia dziennikarka i scenarzystka, co doskonale widać w warsztacie pisarki. Na swoim koncie ma trylogię z Hubertem Meyerem, jednak największą popularność przyniosła jej seria Cztery żywioły Saszy Załuskiej, którą zamyka Czerwony pająk. Poszczególne tomy tego cyklu otrzymały wiele nagród, zarówno w Polsce, jak i za granicą, a prawa do wydań zakupiły największe wydawnictwa na świecie, w tym Hodder&Stoughton oraz Random House.

Objętość Czerwonego Pająka przeraża – 816 stron to już naprawdę coś, ale jak na zakończenie tetralogii przystało, należy zakończyć większość wątków, które przewinęły się w poprzednich częściach (a przynajmniej tak myślałam). Liczyłam na to, że Katarzyna Bonda zafunduje czytelnikom na sam koniec prawdziwą petardę i niestety zawiodłam się. Oczekiwałam dynamicznej akcji, wielu zwrotów akcji, czegoś, co sprawi, że po zamknięciu książki będę mogła powiedzieć tylko – WOW. Tymczasem, w moim odczuciu, powieść jest niedopracowana, chaotyczna i po prostu nudna. Mnogość wątków, bohaterów i ich nazwisk/pseudonimów sprawiały, że podczas lektury nieustannie miałam mętlik w głowie. Jeszcze jakby tego było mało, to w historii współczesność przeplata się z przeszłością. W innym przypadku w ogóle by mi to nie przeszkadzało, jednak w „Czerwonym pająku” czytelnik ma do czynienia z tak wieloma rzeczami, że dodanie jeszcze dwóch linii czasu wprowadza jeszcze większy chaos i zamiast czerpać z lektury przyjemność, pragnęłam jak najszybciej zakończyć tę mękę. Jedyne, co postrzegam jako zaletę tej powieści, to widoczny świetny research autorki. Widać, że Katarzyna Bonda bardzo skrupulatnie przygotowała się do pisania tego tomu (zresztą podobnie było w poprzednich częściach), co znajduje przełożenie w dokładnych opisach miejsc, które jednocześnie są tak długie, że czasami trudno przez nie przebrnąć.


Tym, co mnie przerażało w trakcie lektury, to wspomniana już wyżej ilość postaci, które przewijały się na kartach powieści. Na początku w ogóle nie potrafiłam sobie uporządkować tego, kto jest kim, co robi itp., ale z czasem było odrobinę lepiej i nie musiałam co chwilę wracać do poprzednich stron i szukać sensu w tym, co przeczytałam przed momentem, jednak i tak co jakiś czas się gubiłam. Mnogość nazwisk i pseudonimów w znaczący sposób utrudnia lekturę powieści, a jakby tego było mało, zabrakło mi Saszy Załuskiej w historii o niej samej. Byłam przekonana, że skoro profilerka będzie poszukiwać swojej córki, to zostanie wyeksponowana i cała akcja będzie się toczyć wokół tego wydarzenia, a w tym przypadku miałam wrażenie, że jej historia jest wątkiem pobocznym.

Podsumowanie: Czerwony Pająk miał być hitem, jednak w moim przypadku bliżej mu do kitu… Akcja wlecze się niemiłosiernie, jest przegadana, a specyficzne pióro Katarzyny Bondy nie do końca do mnie przemówiło. O ile Lampiony udało mi się przeczytać i nawet mi się podobały, tak Czerwony Pająk chwilami był nie do przejścia. Lektura ostatniego tomu cyklu o Saszy Załuskiej męczyła mnie i wydaje mi się, że sama historia zyskałaby wiele, gdyby usunięto z niej zbędne opisy. Miałam już niewielki zgrzyt po przeczytaniu Lampionów, które uratowało zakończenie, jednak w tym przypadku nie znalazłam nic, co mogłabym postrzegać pozytywnie. Niemniej Ci, którzy polubili styl autorki w poprzednich powieściach powinni być usatysfakcjonowani.
___________
https://ja-ksiazkoholik.blogspot.com/2018/06/katarzyna-bonda-czerwony-pajak.html
Czerwony Pająk
Autor komentarza:
ja,ksiazkoholik93
21.06.2018 07:52:17 Usuń Zgłoś nadużycie
Córeczka Saszy Załuskiej zostaje porwana, a wszystko po to, by profilerka dostarczyła porywaczom teczkę TW Calineczki zawierający m.in. raport z werbunku na współpracownika SB matki jednego z kluczowych polityków prawicy oraz wiele kompromitujących faktów dotyczących znanych osobistości. Kobieta znika, by prowadzić prywatne śledztwo, a tymczasem pewien nurek odnajduje na dnie ciało kobiety. Czy Saszy uda się uratować córkę? Katarzyna Bonda to jedna z najpopularniejszych polskich autorek. Z wykształcenia dziennikarka i scenarzystka, co doskonale widać w warsztacie pisarki. Na swoim koncie ma trylogię z Hubertem Meyerem, jednak największą popularność przyniosła jej seria Cztery żywioły Saszy Załuskiej, którą zamyka Czerwony pająk. Poszczególne tomy tego cyklu otrzymały wiele nagród, zarówno w Polsce, jak i za granicą, a prawa do wydań zakupiły największe wydawnictwa na świecie, w tym Hodder&Stoughton oraz Random House.

Objętość Czerwonego Pająka przeraża – 816 stron to już naprawdę coś, ale jak na zakończenie tetralogii przystało, należy zakończyć większość wątków, które przewinęły się w poprzednich częściach (a przynajmniej tak myślałam). Liczyłam na to, że Katarzyna Bonda zafunduje czytelnikom na sam koniec prawdziwą petardę i niestety zawiodłam się. Oczekiwałam dynamicznej akcji, wielu zwrotów akcji, czegoś, co sprawi, że po zamknięciu książki będę mogła powiedzieć tylko – WOW. Tymczasem, w moim odczuciu, powieść jest niedopracowana, chaotyczna i po prostu nudna. Mnogość wątków, bohaterów i ich nazwisk/pseudonimów sprawiały, że podczas lektury nieustannie miałam mętlik w głowie. Jeszcze jakby tego było mało, to w historii współczesność przeplata się z przeszłością. W innym przypadku w ogóle by mi to nie przeszkadzało, jednak w „Czerwonym pająku” czytelnik ma do czynienia z tak wieloma rzeczami, że dodanie jeszcze dwóch linii czasu wprowadza jeszcze większy chaos i zamiast czerpać z lektury przyjemność, pragnęłam jak najszybciej zakończyć tę mękę. Jedyne, co postrzegam jako zaletę tej powieści, to widoczny świetny research autorki. Widać, że Katarzyna Bonda bardzo skrupulatnie przygotowała się do pisania tego tomu (zresztą podobnie było w poprzednich częściach), co znajduje przełożenie w dokładnych opisach miejsc, które jednocześnie są tak długie, że czasami trudno przez nie przebrnąć.


Tym, co mnie przerażało w trakcie lektury, to wspomniana już wyżej ilość postaci, które przewijały się na kartach powieści. Na początku w ogóle nie potrafiłam sobie uporządkować tego, kto jest kim, co robi itp., ale z czasem było odrobinę lepiej i nie musiałam co chwilę wracać do poprzednich stron i szukać sensu w tym, co przeczytałam przed momentem, jednak i tak co jakiś czas się gubiłam. Mnogość nazwisk i pseudonimów w znaczący sposób utrudnia lekturę powieści, a jakby tego było mało, zabrakło mi Saszy Załuskiej w historii o niej samej. Byłam przekonana, że skoro profilerka będzie poszukiwać swojej córki, to zostanie wyeksponowana i cała akcja będzie się toczyć wokół tego wydarzenia, a w tym przypadku miałam wrażenie, że jej historia jest wątkiem pobocznym.

Podsumowanie: Czerwony Pająk miał być hitem, jednak w moim przypadku bliżej mu do kitu… Akcja wlecze się niemiłosiernie, jest przegadana, a specyficzne pióro Katarzyny Bondy nie do końca do mnie przemówiło. O ile Lampiony udało mi się przeczytać i nawet mi się podobały, tak Czerwony Pająk chwilami był nie do przejścia. Lektura ostatniego tomu cyklu o Saszy Załuskiej męczyła mnie i wydaje mi się, że sama historia zyskałaby wiele, gdyby usunięto z niej zbędne opisy. Miałam już niewielki zgrzyt po przeczytaniu Lampionów, które uratowało zakończenie, jednak w tym przypadku nie znalazłam nic, co mogłabym postrzegać pozytywnie. Niemniej Ci, którzy polubili styl autorki w poprzednich powieściach powinni być usatysfakcjonowani.
_______
https://ja-ksiazkoholik.blogspot.com/2018/06/katarzyna-bonda-czerwony-pajak.html
Sekret listu
Autor komentarza:
Ewelina Marciniak
20.06.2018 19:23:37 Usuń Zgłoś nadużycie
Lucinda Riley podbiła moje serce już kilka lat temu kilkoma swoimi pojedynczymi powieściami, a całkowicie je zdobyła tworząc serię "Siedem sióstr" opowiadającą o adoptowanych dziewczynkach z różnych zakątków świata, które po śmierci przybranego ojca starają się odnaleźć swoje prawdziwe korzenie, co przenosi je w dawne czasy, do zagmatwanej i tajemniczej historii przodków. Tym razem Wydawnictwo Albatros zaproponowało nam jedną ze starszych powieści autorki. W oczekiwaniu na kolejne tomy o siostrach, z przyjemnością zabrałam się za lekturę "Sekretu listu".

Na początku poznajemy sir Jamesa Harrisona, słynnego aktora, który umiera już w pierwszym rozdziale, zanim zdąży wyjawić wnuczce jakąś wyjątkową tajemnicę. Jego wnuczka Zoe z wielką miłością opiekowała się nim przez wiele lat i podążała jego śladami, również pracując na deskach teatru i kręcąc filmy. Jednak Zoe również skrywa wielki sekret, a jest nim tożsamość ojca jej nieślubnego syna. Nie może dopuścić, aby dowiedzieli się o nim inni, gdyż mogłoby mieć to poważne konsekwencje nie tylko dla niej i ojca dziecka, ale przede wszystkim mógłby ucierpieć na tym jej syn. Joanna Haslam jest dziennikarką, a jej zadaniem jest napisać artykuł do gazety o pogrzebie Harrisona. Podczas nabożeństwa, starsza pani, która usiadła obok niej, przechodzi lekki atak, a Joanna towarzyszy jej w drodze do domu. Starsza pani imieniem Rose opowiada Joannie historię o zakazanej miłości. Niedługo potem pokazuje jej tajemniczy list sprzed wielu lat i zakazuje o tym mówić komukolwiek, gdyż mogłaby ryzykować życiem. Joanna początkowo nie interesuje się za bardzo sprawą, jednak gdy chce odwiedzić Rose, dowiaduje się, że staruszka nagle zmarła. Czy to była naturalna śmierć? A co z listem miłosnym? Joanna wraz z wnukiem zmarłego aktora - Marcusem, wplątuje się w intrygę sięgającą najwyższych szczebli władzy, która może wstrząsnąć całym narodem brytyjskim. Jednak są ludzie, którzy zrobią wszystko, aby do tego nie dopuścić...

W odróżnieniu od reszty swoich powieści, Lucinda Riley nie porusza się tutaj jak zwykle na poziomie dwóch płaszczyzn czasowych tj. teraźniejszości i przeszłości, lecz skupia się na prowadzeniu fabuły w jednym okresie, jakim są lata 90-te. Jest to dla mnie nowość, bo jednak przyzwyczaiłam się do sposobu prowadzenia fabuły, który Riley wykształtowała nieco później, gdyż "Sekret listu" jest jedną z pierwszych jej powieści. Powieść bardziej przypomina thriller lub romantyczny thriller, niż klasyczne książki obyczajowe autorki. Może być to wadą dla jej fanów, jednak ja podeszłam do tego entuzjastycznie, gdyż ciekawie było zobaczyć bardziej mroczne zakamarki wyobraźni pani Riley. Książka jest naprawdę ekscytująca, ponieważ zawiera oszustwa, morderstwa, usiłowanie zabójstwa i wiele innych aspektów kryminalnych i szpiegowskich, gdyż bohaterowie podążają tropem tajemniczego listu, natomiast ich śladem kroczą jednostki chcące udaremnić poszukiwania. Co do tajemnicy, przez większość części byłam tak samo niedomyślna, jak bohaterowie układając kawałki łamigłówki, tak jak Joanna. Rozwiązanie okazało się jednak bardziej zaskakujące, niż można było początkowo się spodziewać i naprawdę mi się podobało. Drugim ważnym wątkiem, obok tajemnicy z przeszłości, był sekret, który ukrywała Zoe Harrison, a który bardzo przypomina aktualne wydarzenia z udziałem rodziny królewskiej w Wielkiej Brytanii. Nie chcę zdradzać więcej, jednak zachęcam do zapoznania się z historią wykreowaną przez panią Lucindę!

"Sekret listu" pokazuje nam nieco inną Riley, która potrafi stworzyć wiele suspensów, zaskakujących zwrotów akcji i absolutnie urzeka. Chociaż powieść została wydana w 2000 roku, styl pisania Lucindy Riley był już obrazowy i urzekający, czyli taki jakim znamy go obecnie. To ekscytująca mieszanka powieści romantycznej i szpiegowskiej, która oferuje ekscytującą tajemnicę i miłe postacie. Polecam!
Kirke
Autor komentarza:
itysiek_reads
20.06.2018 18:03:47 Usuń Zgłoś nadużycie
Madeline Miller urodziła się w Bostonie, a dorastała w Nowym Jorku i Filadelfii. Studiowała łacinę i grekę, jest wielbicielką i znawczynią Szekspira. Ukończyła Uniwersytet Browna, gdzie zdobyła dyplom licencjacki, a potem magisterski z filologii klasycznej. Studiowała także nauki społeczne na uniwersytecie w Chicago i dramaturgię na Yale, gdzie skupiała się na scenicznych adaptacjach utworów antycznych. Od piętnastu lat uczy w liceum i prowadzi zajęcia teatralne. Mieszka w Pensylwanii z mężem i dwójką dzieci [skrócony opis pochodzi z okładki].

W rodzinie bogów i tytanów na świat przychodzi Kirke, córka boga słońca Heliosa i okeanidy Perseidy. Jednak Kirke nie jest podobna do nikogo ze swojej boskiej rodziny – ma skrzeczący głos śmiertelniczki, jej boskość ogranicza się jedynie do nieśmiertelności, a ona sama nigdy nie przejawiała magicznych zdolności. Odrzucona, niekochana i poniżana próbuje odciąć się od własnej rodziny i na własną rękę szukać szczęścia. W ten sposób odkrywa swoje czarodziejskie moce… Niestety to nie podoba się bogom i tytanom, zostaje więc skazana na wygnanie. To jednak nie przeszkadza jej w kształtowaniu swoich umiejętności, aż w końcu niepozorna i wyśmiewana Kirke staje się zagrożeniem nawet dla bogów. Czy zapragnie zemsty?

Madeline Miller stworzyła powieść całkowicie zanurzoną w mitologii. Wraz z Kirke spotykamy i poznajemy wiele postaci, które znamy m.in. z lat szkolnych – Scyllę, Odyseusza, Dedala i Ikara, Atenę, Apolla, Minotaura, i wielu innych. Dzięki temu przenosimy się do całkowicie innego świata, w którym poznajemy sfabularyzowaną i podkoloryzowaną zapewne mitologię. Przedstawiony świat wciąga nas całkowicie, przygody bohaterów pełne są wrażeń i emocji, a Kirke zdecydowanie da się lubić. To bogini, która mimo wszystko jest bardzo ludzka, doświadcza wielu przykrości ze strony rodziny, co pokazuje, że nie ważne kim jesteśmy – zawsze możemy czuć się nikim lub kimś gorszym. Jednak Kirke się nie poddaje i walczy o swoją godność, czym zadziwia nie tylko bogów.

Czytanie fantastyki to zdecydowanie niesamowita przygoda! Dzięki lekturze tej książki przyglądałam się narodzinom Minotaura, odwiedziłam pałac Heliosa, przepływałam obok jaskini Scylli i czarowałam wraz z Kirke. Ta książka wiele też uczy – miłość warta jest poświęceń, bo dla niej zrobimy wszystko; nie można się poddawać i dać poniżać, bo najważniejsze jest bycie sobą, nigdy nie przestawajmy też marzyć.

Zdecydowanie zakochałam się w tej książce, nie tylko w jej pięknej szacie graficznej, ale również w samej historii. To były niesamowicie spędzone dwa dni, podczas których przeniosłam się do boskiego i magicznego świata, pełnego zawiści i niebezpieczeństw! Polecam każdemu.

Dziękuję Wydawnictwu Albatros za egzemplarz.
Ślepy archeolog
Autor komentarza:
Sheti
20.06.2018 17:46:15 Usuń Zgłoś nadużycie
Choć Ślepy archeolog jest dopiero drugą powieścią Marty Guzowskiej, jaką przeczytałam, to już czuję, że ma ona spore szanse zostać moją ulubioną, polską autorką. Głównie dlatego, że w swoich książkach nawiązuje do archeologii, a ja od dziecka marzyłam o tym, aby pracować w tym zawodzie. Oczywiście nie było to moje jedyne marzenie, bo chciałam też być egiptologiem, paleontologiem, kryminologiem, oceanologiem i ogólnie jakimś tam –ologiem, a zostałam genetykiem. Ale zamiłowanie do starożytnych kultur i grzebania w ziemi pozostało… Niby nic straconego, ale raczej nie planuję zmieniać branży. Dlatego zostają mi właśnie tego typu książki, dzięki którym choć na chwilę mogę zasmakować archeologicznego klimatu.

Głównym bohaterem jest Tom Mara, tytułowy ślepy archeolog. Bardzo nie lubi, gdy nazywa się go niewidomym, woli po prostu określenie „ślepy”. Stracił wzrok podczas trzęsienia ziemi, gdy miał 18 lat, ale nauczył się znakomicie funkcjonować bez tego zmysłu. Znacznie wyostrzył mu się słuch, a on sam wypracował sobie taki system, który pozwala mu pracować w zawodzie archeologa – aż dziw ogarnia człowieka! To niesamowity bohater, który zrobił naukową karierę – jest człowiekiem pewnym siebie, odnoszącym sukcesy i lekko aroganckim. Ma doskonałą pamięć, kontroluje otaczającą go rzeczywistość, zrobił doktorat i teraz kieruje grupą, która prowadzi wykopaliska na Krecie. I wszystko toczyłoby się swoim rytmem, gdyby nie to, że Tom zaczyna otrzymywać smsy z pogróżkami i tajemniczymi zagadkami. A to wszystko chwilę po tym, gdy na terenie wykopalisk zostają odnalezione zwłoki dwójki turystów.

Marta Guzowska po raz kolejny namieszała mi w głowie. Mam tutaj na myśli oczywiście intrygę powiązaną z pogróżkami i zagadkami, które ma rozwikłać Tom. W pewnym momencie byłam już tak zagubiona, że nie wiedziałam, kogo podejrzewać. Potem, gdy teoretycznie główny bohater odkrył, kto za tym stoi, poczułam lekkie zdezorientowanie – czy to naprawdę było takie oczywiste? Czy autorka naprawdę zrobiła coś tak przewidywalnego, co nasuwało się na myśl od początku? No tak to zaczęło wyglądać… Ale potem oczywiście wszystko się posypało i cała tajemnica nieco zmieniła swój sens. Być może jej rozwiązanie nie było innowacyjne, ale całe to plątanie się wokół tych pogróżek i zbrodniczej intrygi dało mi w kość. To takie w sumie lekkie znęcanie się nad czytelnikiem – zabieranie mu tej pewności. To tak, jakby zaczął nam szwankować GPS – jesteśmy rzucani po różnych miejscach, choć tak naprawdę wiemy, gdzie powinniśmy się znaleźć.

Główny bohater niesamowicie mi się spodobał! To naprawdę równy gość, który sam potrafi żartować ze swojego kalectwa. W większości przypadków nie sprawia mu ono najmniejszego problemu, choć gdy zostanie zbity z pantałyku, to niestety traci wypracowaną kontrolę. Mimo wszystko to bardzo sympatyczny bohater, który uwielbia sarkazm i ironię. Świetnie wykreowana postać. A co z pozostałymi? Jest równie dobrze: dziewczynka Toma, Ifigenia, to twarda, nawet bardzo twarda babka. Bardzo impulsywna, harda kobieta. Natomiast jego asystentka to jej totalne przeciwieństwo – Mona jest wrażliwa, subtelna i delikatna. Czy można się dziwić temu, że te kobiety od początku miały ze sobą konflikt?

Autorka tak świetnie poprowadziła fabułę oraz zaprezentowała relacje panujące pomiędzy bohaterami, że naprawdę ciężko było dojść do sedna sprawy. Dodatkowo w genialny sposób zaprezentowała pracę archeologów, co zapewne wynika z tego, że sama jest jednym z nich. Udało jej się stworzyć ten charakterystyczny klimat – możemy wręcz poczuć na własnej skórze pył, piach, przenieść się do obozu wykopaliskowego czy też do muzeum lub pomieszczeń konserwacji zabytków. Przepadam za książkami, które aż tak pobudzają wyobraźnię!

Ślepy archeolog to naprawdę znakomita pozycja. Po raz kolejny czytając powieść tej polskiej autorki miałam wrażenie, że czytam międzynarodowy bestseller na najwyższym poziomie. Z pozoru lekka powieść rozwija się z skomplikowaną i zagmatwaną intrygę, której tło stanowi to, co uwielbiam – archeologia. Jestem oczarowana i w pełni usatysfakcjonowana tą lekturą.

 www.bookeaterreality.blogspot.com
Zobacz wszystkie komentarze