Komentowane produkty (4 928)

Diabelski młyn
Autor komentarza:
Sheti
18.08.2018 07:24:10 Usuń Zgłoś nadużycie
Jak to możliwe, że znakomita seria o Nikicie dobiegła końca? Dlaczego dobrnęliśmy do tego momentu, skoro ja nie zdążyłam się nią jeszcze nacieszyć? Wiem, że literatura rządzi się pewnymi prawami – skoro autor, a w tym przypadku moja ulubiona polska autorka – zamierzyła sobie, że Nikita to trylogia, to tak już będzie… Chociaż kto wie, może Aneta Jadowska któregoś dnia postanowi powrócić do tego uniwersum, bowiem tak naprawdę czuję, że nie padło jeszcze ostatnie słowo. Jednak na chwilę obecną to koniec. Satysfakcjonujące zakończenie, które jednak sprawia, że czytelnik nie chce w to wierzyć i pragnie więcej – wierzy, że jeszcze kiedyś przeżyje z Nikitą kolejną przygodę.
Tym razem Nikita i jej partner Robin wybierają się niemal w samobójczą misję – na Bezdroża. To tam podobno skrywane są wszystkie sekrety Zakonu Cieni, a Robin jest zdeterminowany, aby poznać swoją przeszłość. Nikita jako dobra przyjaciółka postanawia mu w tym pomóc, aczkolwiek sama toczy wewnętrzną walkę ze swoim berserkiem, Panem B. Choć wspierają się nawzajem i stanowią naprawdę genialny duet partnerski, oparty na wzajemnej lojalności i głębokiej przyjaźni, to jednak każde z nich musi samo stawić czoła swoim lękom. Jednak potrzebują jeszcze czyjejś pomocy – aby przetrwać na Rubieżach i Bezdrożach zwracają się o pomoc do Cygańskiego Księcia i jego taboru – tylko ich magia pozwoli im przetrwać, ale w tym świecie nie ma nic za darmo – w zamian muszą im pomóc uruchomić Lunapark i tajemniczy Diabelski Młyn.
Byłam ogromnie ciekawa tego, co tym razem Aneta Jadowska zafunduje Nikicie i Robinowi. Naprawdę pokochałam tę dwójkę bohaterów, zarówno osobno jak i razem. Nikita to silna i odważna babka, bardzo lojalna i honorowa, niesamowicie wierna przyjaciółka, ale też niebezpieczna i tajemnicza istota, z którą lepiej nie zadzierać. Robin wydaje się być bardzo stonowany, niemal zbyt spokojny, ale to tylko jedna z jego powłok. A razem? Razem stanowią idealny duet i to nie pod względem miłosnym, bo do tego im wiele brakuje i taka relacja nigdy się między nimi nie wywiąże. To właśnie jeden z bardziej zaskakujących elementów tej trylogii – nie pojawia się tutaj romans pomiędzy dwójką głównych bohaterów, a właściwie ciężko w ogóle doszukać się jakiegokolwiek romansu i miłosnych uniesień. Aneta Jadowska postawiła na zupełnie inne wartości i relacje: przyjaźń, partnerstwo (w rozumieniu działania razem, nie miłości), lojalność. Nie są one przedstawione w sposób nachalny, ale naprawdę są mocno zauważalne.
Tym, co mnie również urzeka w tej historii to nawiązanie do mitologii skandynawskiej. Nikita niejednokrotnie udaje się do Asgardu, rozmawia z bogami, wydaje się, że oni stale nad nią czuwają, wspierają ją. Ta tajemnicza istota z pewnością skrywa w sobie niesamowite zdolności, dlatego bogowie ją doceniają. Ciekawym aspektem jest również sam berserk, nieodłączna część jej duszy. To właśnie w tym tomie jest on zaprezentowany najlepiej, Aneta Jadowska nadała mu coś w stylu osobowości, stał się niemal żywą istotą, z którą Nikita musi się zmierzyć. I to nie na zasadzie walki czy pokonania go, bo to by było dla niej prawdopodobnie dosyć proste. Jest gorzej, musi się pogodzić z tą częścią swojej natury, nauczyć się z nim żyć w zgodzie, komunikować się na odpowiednim poziomie. Tym bardziej, że okazuje się, że berserk naprawdę ma pewne uczucia i mu zależy na Nikicie. To by pomyślał, nie?
Znacznie lepiej poznajemy też postać Robina, który próbuje poznać swoją przeszłość, a przy okazji zaprzyjaźnia się ze… smokiem! Z młodocianym smokiem, który stanowi kolejny niesamowity i zaskakujący element ich podróży. Podróży ciekawej i interesującej, bowiem cały klimat taboru, lunaparku i tytułowego Diabelskiego Młynu jest naprawdę genialny. Magia, lekkość ducha, nieco zwariowania… A taborze jest grono różnobarwnych postaci, które postrzegają świat w niecodzienny sposób. Ta atmosfera jest naprawdę cudna i o dziwo, naprawdę pasuje do całej historii o Nikicie. Każdy tom to coś zupełnie nowego, i nie mówię tutaj tylko o fabule czy bohaterach, Aneta Jadowska po prostu ma głowę pełną różnorakich pomysłów i świetnie przelewa swoje wizje na papier. Uwielbiam jej styl!
Czy żałuję, że to już koniec? Trochę tak, bowiem naprawdę zżyłam się z tymi bohaterami. Choć zakończenie było takie, jakie powinno być, to jednak mam dziwne przeczucie, że coś jeszcze wisi w powietrzu. A może tak właśnie miało być? Może takie uczucie miało mi towarzyszyć na koniec trylogii? Przyznam szczerze, że właściwie nie byłam pewna, jak Aneta Jadowska to rozegra i jak zakończy opowieść o Nikicie. Naprawdę nie wiedziałam, czego się mogę spodziewać. Szczęśliwego zakończenia? Smutku? I właściwie do tej pory nie jestem pewna, co poza tym uczuciem, że to nie jest definitywny koniec, mi towarzyszyło… Jednakże z całego serca polecam Wam tę trylogię!

www.bookeaterreality.blogspot.com
Uwielbiam twórczość Anety Jadowskiej, naprawdę. Jestem wielką fanką urban fantasy, a to chyba jedyna polska autorka, która tworzy w tym nurcie naprawdę dobre historie. Pokochałam Dorę Wilk, uwielbiam Witkacego, a Nikita całkowicie rozwala system. Z drugiej strony jestem też wielbicielką wszelakich kryminałów i chętnie sięgam po większość tytułów, jakie pojawiają się na polskim rynku. O Trupie na plaży usłyszałam chyba jeszcze zanim pojawił się on w zapowiedziach wydawniczych, na jednym ze spotkań z Anetą Jadowską. I już wtedy wiedziałam, że w ciemno po niego sięgnę. Jednak czy i tym razem twórczość jednej z moich ulubionych pisarek mnie urzekła?
Choć doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że wiele ludzi narzeka na nasze polskie wybrzeże, to ja jestem jego ogromną fanką. Znaczy mnie ogólnie wystarczy dać kawałek dzikiej plaży i ten niesamowity widok, gdzie łączy się morze i niebo. Uwielbiam – po prostu nie ma dla mnie wspanialszego krajobrazu. Wiem, że jest wiele piękniejszych miejsc na ziemi, do których można się wybrać, aby go doświadczyć, ale jednak do Morza Bałtyckiego mam pewien sentyment. I tak też się złożyło, że będąc na urlopie w Trójmieście zabrałam ze sobą kryminał Anety Jadowskiej. Na szczęście sama żadnego trupa na plaży nie znalazłam, ale kto wie, może gdybym była w Ustce, a nie w Gdyni…
Główną bohaterką powieści jest Magdalena Garstka, która po ukończeniu studiów licencjackich powraca do rodzinnej Ustki. Podejmuje prace w pensjonacie swojej babci, w Wielkiej Niedźwiedzicy, ale po godzinach postanawia rozwiązać zagadkę tajemniczego trupa, którego znajduje podczas porannego spaceru po plaży. Choć jej wujek, który jest policjantem, nakazuje jej trzymać się z daleka od tej sprawy, to Magda jednak szuka własnych wskazówek, zwłaszcza wtedy, gdy okazuje się, że owy trup był gościem pensjonatu jej babci. Tak oto Magda Garstka zostaje detektywem i chociaż komuś wybitnie zależy na tym, aby opuściła Ustkę, to dziewczyna nie daje za wygraną. Łączy ze sobą kolejne poszlaki, aż w końcu odkrywa pewne sekrety rodzinne, które wydają się być powiązane ze zmarłym…
Zdecydowanie spodobało mi się to, że Magda Garstka nie jest postacią wyidealizowaną. To normalna, prosta dziewczyna, która po prostu miała pecha i znalazła trupa. Zwyczajna studentka, która dopiero poszukuje swojego miejsca w życiu. Bardzo rodzinna, choć niestety jej rodzice zmarli, gdy była dzieckiem. Podobało mi się to rodzinne ciepło, relacje panujące pomiędzy bohaterami, te uroki Ustki, te momenty, w których główna bohaterka wspominała pewne miejsca i wydarzenia z nimi związane. Jednak sam motyw detektywistyczny nie urzekł mnie już tak bardzo, tak naprawdę to jest bardzo, ale to bardzo lekki kryminał, bardziej przypominający w moim odczuciu powieść obyczajową, w której tylko przewijają się pewne elementy kryminału, a właściwie to chyba bardziej po prostu zwyczajnej powieści detektywistycznej.
Bardzo lubię styl Anety Jadowskiej, ale mimo wszystko nie do końca ta powieść przypadła mi do gustu. Zdecydowanie bardziej wolę się zagłębiać w urban fantasy w jej wykonaniu, niż taką zwyczajną, ciepłą historyjkę. Nie napiszę, że jest zła, bo to nie o to tutaj chodzi – to po prostu niezupełnie moje klimaty, które całkowicie by mnie porwały. Do tej pory znałam Anetę Jadowską tylko z jednej strony i nie zaprzeczę, że poznanie jej w nowym wydaniu było ciekawym przeżyciem, aczkolwiek nadal uważam, że znacznie lepiej czytało mi się jej pozostałe powieści. Tutaj nie poczułam się aż tak zaangażowana w historię głównej bohaterki, a także ona sama nie zyskała mojej wyjątkowej sympatii. Po prostu była w porządku, ale nie przyszło mi się z nią zżyć.
Trup na plaży to moim zdaniem taka lekka, wakacyjna powieść, w której da się odczuć uroki Bałtyku, a także oderwać nieco od trudów dnia codziennego. Świetna na urlop, niewymagająca specjalnego myślenia pozycja. Jeżeli podejdziemy do niej właśnie z takim nastawieniem, to z pewnością pojawi się radość z lektury.

www.bookeaterreality.blogspot.com
Amazonia
Autor komentarza:
Sheti
18.08.2018 07:14:58 Usuń Zgłoś nadużycie
Amazonia była pierwszą książką Jamesa Rollinsa, z którą miałam okazję się zapoznać. Zastanawiacie się pewnie, jak to możliwe, skoro już niejednokrotnie recenzowałam jego powieści… A jest to tak możliwe, że wydawnictwo Albatros systematycznie wznawia jego dzieła, więc teraz miałam okazję sobie odświeżyć nasze pierwsze spotkanie – dzięki przepięknemu wydaniu, którego okładka idealnie oddaje klimat tego, co dzieje się w środku. Do dziś pamiętam, że któregoś dnia nawiedziłam bibliotekę i poszukiwałam czegoś, co mnie zainteresuje. I natrafiłam na książki Rollinsa. Choć już wtedy kilka jego opowieści czekało na mojej półce, to należały one do cyklu Sigma Force. I choć już teraz wiem, że można je czytać pojedynczo, a nie w ciągu, to wtedy byłam raczkująca jeśli chodzi o jego twórczość – dlatego wybrałam Amazonię, powieść niezwiązaną z cyklem.
Jeżeli nagle, w amazońskiej dżungli, znika ekspedycja, na którą składało się trzydziestu uczestników, to na myśl przychodzą tylko dwa możliwe scenariusze: albo zaatakowały ich wrogie plemiona albo weszli w drogę handlarzom narkotyków. Sprawa ciężka do wyjaśnienia, ale gdy nagle, po czterech latach od momentu zaginięcia członków wyprawy, w pewnej misji pojawia się jeden z nich i wkrótce umiera, wszystko ożywa na nowo. Zwłaszcza, że niepokojący wydaje się być jeden fakt – ten mężczyzna wchodził do dżungli jako kaleka z amputowaną ręką, a wyszedł z dwiema całkowicie zdrowymi. Śladami pierwszej wyprawy rusza zatem następna, ale co skrywa w sobie krwiożercza dżungla?
Okazuje się, że już wtedy Rollins idealnie wpasował się w moje gusta! Nie dość, że osadził akcję swojej powieści w dżungli amazońskiej, to są w niej elementy, za którymi wprost przepadam – nauka, śledztwo, tajemnica, szamańska wiedza. Czego chcieć więcej? A no oczywiście dobrego tempa akcji, ciekawych bohaterów i wciągającej fabuły – na tych polach autor również mnie nie zawiódł. Teraz już wiem, że to są cechy charakterystyczne twórczości tego autora. Zawsze pociągał mnie motyw wypraw w sam środek dżungli, poszukiwanie zaginionych plemion czy starożytnych cywilizacji. Jestem przekonana, że istnieją jeszcze niezbadane przez nas tereny, które skrywają w sobie niesamowite tajemnice! I wierzcie mi, mimo całego niebezpieczeństwa, jakie się z tym wiąże, chętnie stałabym się członkiem wyprawy, która miałaby je eksplorować. Ta adrenalina wodzi na pokuszenie.
James Rollins doskonale buduje w swoich książkach napięcie. W genialny sposób łączy wszystkie elementy, które wymieniłam wcześniej, a do tego dba o odpowiednie tempo akcji i o to, aby czytelnik momentami aż podskoczył w fotelu. Amazonia to książka, która bardzo angażuje i wciąga. Ta cała atmosfera, ten niepowtarzalny klimat amazońskiej dżungli, ta pobudzona wyobraźnia… To wszystko jest jak żywe doznania. A jeżeli weźmiemy pod uwagę to, że obecnie na dworze panują koszmarne upały, to możecie sobie zagwarantować dodatkowe wrażenia – idealnie wczujecie się wtedy w opowiadaną tutaj historię! A być może w wyjątkowy sposób zżyjecie się z którymś z bohaterów? Rollins naprawdę tworzy ciekawe osobowości, być może w którejś z nich odnajdziecie cząstkę siebie!
Książkę tę czytało mi się wyjątkowo dobrze, nie tylko ze względu wymienione w recenzji elementy, ale również w związku z tym, że język Jamesa Rollinsa jest naprawdę doskonały! Ta książka pozwoliła mi przenieść się do dżungli amazońskiej i stać się jednym z uczestników wyprawy, która nie była usłana różami. Autor w doskonały sposób rozwija fabułę i tak operuje rozgrywającymi się wydarzeniami, aby zachęcić czytelnika do dalszej lektury – być może pewne elementy jesteśmy w stanie przewidzieć, ale przyjemność czytania pozostaje niezmienna. Polecam!

www.bookeaterreality.blogspot.com
Na szlaku trumien
Autor komentarza:
Sheti
18.08.2018 06:58:50 Usuń Zgłoś nadużycie
Na szlaku trumien to książka, która przerwała moją złą passę czytelniczą. Ostatnimi czasy stałam się wyjątkowo wybredna i w każdej książce doszukiwałam się czegoś złego. Nudziłam się. Każda powieść, po którą sięgałam wydawała mi się mdła i nijaka. Aż tu nagle przyszło mi się zapoznać z twórczością Petera Maya – po raz pierwszy. I choć nie natrafiłam na historię idealną, to mimo wszystko kończąc ostatnią stronę byłam w stanie powiedzieć sama do siebie: „To było dobre. Podobało mi się”. Akcja powieści biegnie dwutorowo. Jedna perspektywa przypada potencjalnemu Nealowi Macleanowi, bowiem mężczyzna tak naprawdę nie pamięta, kim jest. Zostaje wyrzucony na plażę, jest cały obolały i nic nie pamięta. Sąsiadka jednak znajduje go w krytycznym stanie i odprowadza do domu. Tam subtelne śledztwo daje mu pewne wskazówki, ale pustka w głowie wciąż jest ogromna. Druga perspektywa należy do nastoletniej Karen Fleming, zbuntowanej dziewczyny mieszkającej w Edynburgu. Karen nie może sobie poradzić ze zniknięciem swojego ojca i tym, że policja oraz jej matka uznali, że popełnił samobójstwo. Gdy od dawnego znajomego dostaje dziwny list od ojca, który miał do niej trafić w 18 urodziny, dziewczyna jest przekonana, że jej ojciec żyje i postanawia zrobić wszystko, żeby go odnaleźć. Czy dwójkę tych bohaterów cokolwiek łączy?
Nie mogę nie wspomnieć o jeszcze jednym elemencie istotnym dla fabuły – tuż niedaleko miejsca pobytu rzekomego Macleana policja znajduje zwłoki zamordowanego mężczyzny. Czy muszę pisać, na kogo padają pierwsze podejrzenia? Ogółem świetnym zabiegiem było wprowadzenie bohatera, który ma całkowity zanik pamięci. Dzięki temu akcja robi się nieprzewidywalna, a czytelnik razem z nim odkrywa prawdę krok po kroku. Wraz z Nealem stara się dojść do tego, kim on tak naprawdę jest i dlaczego żyje w odosobnieniu od tylu miesięcy. Czy ma rodzinę? Kim jest z zawodu? Dlaczego hoduje pszczoły? Jakie to wszystko ma znaczenie? A co najważniejsze, czy faktycznie zamordował tego mężczyznę, którego ciało odnaleziono?
Przyznam szczerze, że Peter May niejednokrotnie mnie tutaj zaskoczył. Choć momentami fabuła wydawała mi się być przewidywalna, to jednak potrafił tak umiejętnie namieszać, że chwilami już niczego nie byłam pewna. Dodatkowo wprowadził do swojej powieści tak interesujące wątki, że naprawdę z czasem ciężko było mi się oderwać od lektury. Nie zapomniał też o odpowiednim stopniowaniu napięcia czy lekkiej nutce dramatyzmu. Nie mogę napisać w tym temacie zbyt wiele, bo będzie to ujawnienie pewnych faktów, do których czytelnik powinien dotrzeć sam – razem z głównym bohaterem, natomiast mimo tego, że wydawać się może iż zastosowano tutaj dosyć oklepane tematy, to mimo wszystko zyskują one pewien powiew świeżości.
Peter May świetnie poradził sobie z wytworzeniem specyficznego klimatu wysp na Hebrydach Zewnętrznych. Morska bryza, wzniesienia, pochmurne niebo… To wszystko da się odczuć na własnej skórze. Całkiem nieźle wyszła też kreacja bohaterów. Choć mało wiemy o głównym bohaterze, to zmienia się to z czasem i w wielu sytuacjach na jaw wychodzą jego najbardziej charakterystyczne cechy charakteru. A siedemnastoletnia Karen? Z początku wydawało mi się, że to taka zwyczajna, zbuntowana i rozwydrzona dziewucha, ale okazało się, że za tą maską buntu kryje się naprawdę zdolna i inteligentna dziewczyna, która po prostu nie lubi się dostosowywać i robić wszystkiego zgodnie z ogólnie przyjętymi normami. I nie chodzi mi tutaj o taki typowy bunt, jak branie narkotyków na przekór rodzicom czy upijanie się do nieprzytomności. Inteligencja sprawia, że ta dziewczyna postrzega świat i swoje otoczenie zupełnie inaczej.
Moje pierwsze spotkanie z twórczością Petera Maya uważam za naprawdę udane. Ta powieść mnie po prostu wciągnęła i zainteresowała na tyle, że nie byłam w stanie odłożyć jej na półkę. Czytałam i czytałam, aż dobrnęłam do ostatniej strony. Choć nie jest idealna, to jest naprawdę świetnie napisana i bardzo dobrze się ją czyta. Pojawiają się tutaj ciekawe wątki i rozwiązanie tajemnicy, jaką jest utrata pamięci bohatera. Polecam!
www.bookeaterreality.blogspot.com
Burza piaskowa
Autor komentarza:
Bookendorfina
16.08.2018 16:40:22 Usuń Zgłoś nadużycie
"Czuła, że powróciło coś, co powinno pozostać pogrzebane na zawsze." Wcześniejsze, nieco przypadkowe, spotkania z książkami Jamesa Rollinsa w ramach serii poświęconej Sigmie ("Ostatnia wyrocznia" tom piąty, "Siódma plaga" tom dwunasty) zaowocowały pragnieniem poznania ich wszystkich. Dlatego z wielką przyjemnością zabrałam się za pierwszą odsłonę tej sensacyjnej przygody czytelniczej, aby nie skakać, lecz już uporządkowanie przeżywać wykreowane historie. "Burza piaskowa" to zgrabnie napisana powieść, zawierająca wszystkie elementy wyczekiwane przeze mnie w sensacyjnych klimatach. Jest kształtnie nakreślone tło historyczne, mega dawka przygód podana w mocno dynamicznych rytmach, właściwie cały czas coś się dzieje, bogactwo nagłych zwrotów akcji, zaskakujących spektakularnych zdarzeń, a nawet delikatnie zarysowany obyczajowy wątek i intrygujący rys z pogranicza fantastyki. Odpowiada mi dbająca o szczegóły narracja, pobudzająca wyobraźnię, a przy tym wykazująca się lekkością i płynnością. Autor wykazuje wyjątkową umiejętność wciągającego łączenia fikcji i faktów, niecierpliwie odwracamy strony w podtrzymaniu wzbudzonego dreszczyku emocji i wytworzonego napięcia. To także sympatyczna inspiracja do zagłębiania się, już we własnym zakresie, we frapujące zagadnienia z różnorodnych dziedzin nauki. Wysoka ocena wystawiona książce wynika z dostarczenia przez nią interesującej i satysfakcjonującej rozrywki, idealnie wpasowującej się pomysłem i wykonaniem w mój gust czytelniczy.

Obracamy się w sferze zaginionego pod zwałami piasku i lat miasta, tajemniczych unikatowych mocy, znaczących starożytnych rodów, naznaczonych dziejową misją miejsc grobowców, silnych pradawnych legend, duchów głębokiej pustyni, niewyjaśnionych zjawisk i antycznych napisów. Liczne odwołania do współczesnych zdobyczy myśli filozoficznej, przyrodniczej i archeologicznej. We wszystko włącza się ciemna i jasna strona ludzkiej natury, uwypuklona poprzez kontrastowe zestawienie osobowości ciekawie sportretowanych postaci, zarówno w żeńskiej, jak i męskiej wersji. W wyniku zagadkowego wybuchu w British Museum doktor archeologii Safia al-Maaz traci niemal całą kolekcję starożytnych artefaktów z Półwyspu Arabskiego, nad którą sprawuje opiekę. Painter Crowe, komandor, naukowiec, agent elitarnej i tajniej Sigmy Force, zostaje wysłany na omańskie piaski celem zdobycia i ochrony osobliwego wytworu natury. Niebezpieczne szlaki dwójki bohaterów stykają się wiodąc ich ku wyjątkowej próbie fizycznych i psychicznych sił. Garstka ludzi stoi przed koniecznością ratowania świata, dotarcia do źródeł sekretów skrywanych od wieków, pokonania złych mocy i ludzkiej chciwości. Wyzwanie tym trudniejsze, że z każdą godziną rośnie presja czasu.

bookendorfina.pl
Zobacz wszystkie komentarze