Komentowane produkty (4 127)

Dziedzice Ziemi
Autor komentarza:
Isztar
17.10.2017 09:54:26 Usuń Zgłoś nadużycie
Powieść przedstawia losy bohaterów rozgrywające się na przestrzeni lat 1387 do 1423. Każdy kto spodziewał się czegoś bardziej współczesnego może się trochę zdziwić. Co jednak nie powinno nikogo zniechęcić. Autor stworzył bowiem bardzo rozbudowany świat, w którym nie brakuje wyraźnie przedstawionych relacjo społecznych, wierzeń religijnych oraz postępu technologicznego. Co jest jednak charakterystyczne dla tej powieści to fakt, że autor przedstawił bardzo szczegółowo kolejne wydarzenia historyczne, które miały ogromne znaczenie dla dalszych losów ludzkości. Autor oprócz tego, że skupił się na ogólnoświatowych wydarzenia, w sposób bardzo ciekawy przedstawił losy kolejnych ludzi. To jak radzą sobie w świecie w jakim przyszło im żyć, jest zdumiewające. Nie ma tam wielu wygód, bez których my nie potrafilibyśmy żyć. Czasem proste i trywialne dla bohaterów rzeczy, dla nas wydają się niemożliwe do wykonania. To jest właśnie cały urok tej powieści: przedstawienie życia takim jakie było, bez ubarwiania, bez udziwnień.

Autor stawia w swojej powieści na realizm. Szczegółowość z jaką oddane zostały takie sprawy jak struktury społeczne, czy życie codzienne ludzi, a także to jak wykonywali swoje zawody wciąga każdego, kto kiedykolwiek interesował się historią. Godne uwagi jest także przedstawienie Barcelony, zakamarki tego miejsca, zgiełk uliczny, ówczesna miejska architektura, ukazanie bogactwa i biedoty sąsiadujących ze sobą. Autor postarał się by to wszystko zachęcało do dalszej lektury.


Fabuła nie należy do najprostszych, ale jestem pewna że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Honor, sprawiedliwość, spokojne życie o to muszą walczyć kolejni bohaterowie. Nie obce im jest okrucieństwo czy wrogość innych osób. „Dziedzice Ziemi” to doskonała lektura dla każdego kto szuka powieści pokazującej prawdziwe losy ludzi. Każdy kto szuka nieco bardziej wymagającej lektury powinien bez wahania sięgnąć po książkę, zaznaczam jednak, że warto znać „Katedrę w Barcelonie”. Znajomość części pierwszej cyklu zdecydowanie ułatwi odnalezienie się w powieści. Jestem pod ogromnym wrażeniem utworu, ponieważ czytając powieść miałam wrażenie jakbym przeniosła się do Barcelony sprzed kilkuset lat.

recenzja:
http://isztarbooks.blogspot.com/2017/10/dziedzice-ziemi-ildefonso-falcones.html
Lifeblood
Autor komentarza:
Szkolny Klub Recenzenta
16.10.2017 12:54:29 Usuń Zgłoś nadużycie
W marcu bieżącego roku czytałam i zrecenzowałam książkę pt. „Firstlife. Pierwsze życie” Geny Showalter, autorki m.in. serii „Alicja w krainie serc". Teraz, w moje ręce trafiła kontynuacja Firstlife - „Lifeblood. Krew życia". Słowem przypomnienia. Człowiek przed pierwszą śmiercią musi się zdecydować, do której krainy chce trafić, gdy umrze. Do wyboru ma Trojkę - krainę światła, dobroci i równości lub Miriadę - w której można zdobyć sławę i bogactwo. Jeżeli człowiek nie podejmie decyzji, trafia do Krainy Wielu Końców, gdzie nie istnieje ani spokój, ani harmonia.

Po dramatycznych wydarzeniach z części pierwszej, w której główna bohaterka - Tenley umarła i zdecydowała się na przyłączenie do Trojki, czytelnik towarzyszy jej w stawianiu pierwszych kroków wśród wiecznego życia. W tej części spotyka ją jeszcze więcej nieprzyjemności, a jej życie jeszcze bardziej się komplikuje. Tenley poznaje wymagania i konsekwencje swojego wyboru - ona i jej ukochany stoją po przeciwnych stronach barykady, a przyszłość całego świata zależy od tego, czy podoła wyzwaniom.
Czytaj dalej: http://www.szkolnyklubrecenzenta.pl/2017/10/lifeblood-krew-zycia-geny-showalter.html
Dokąd prowadzi pamięć
Autor komentarza:
Anonimowy
16.10.2017 11:21:35 Usuń Zgłoś nadużycie
„Dokąd prowadzi pamięć” to autobiografia wybitnego żydowskiego historyka i wielokrotnie nagradzanego pisarza, Saula Friedlandera. Autor skupia się w niej nie tylko na swoim życiu, ale i na pracy oraz poglądach. Na spisanie wspomnień badacz zdecydował się, gdy wykryto u niego raka prostaty. Podkreśla, że początkowo zamierzał po prostu zająć czymś czas, potem jednak doszedł do wniosku, że warto podzielić się z czytelnikami refleksjami na temat wcześniej wydanych książek i głośnych publikacji, dopóki jeszcze dopisuje mu zdrowie i pamięć.

Autobiografii przyświeca także ważny cel, jakim jest ocalanie pamięci o Zagładzie. W ostatnim rozdziale autor przywołuje cytat z „Requiem dla zakonnicy” Williama Faulknera: „Przeszłość nigdy nie umiera”. Tak naprawdę jednak wydźwięk tych słów towarzyszy czytelnikowi od pierwszych do ostatnich stron.

Saul Friedlander stosunkowo niewiele miejsca poświęca dzieciństwu, które przypadło na okres drugiej wojny światowej. Rodzina chłopca opuściła Czechy w 1938 roku, szukając schronienia we Francji. Nikt wówczas nie przypuszczał, że wkrótce i tam codzienność stanie się dla żydowskich uciekinierów koszmarem.

Ukrywany i ochrzczony Saul dopiero po wojnie mógł zacząć samodzielnie decydować o własnym losie. W autobiografii wyjaśnia, jakie decyzje podjął i dlaczego, w interesujący sposób opowiada, jak doszło do tego, że stał się człowiekiem mieszkającym w różnych krajach i wciąż poszukującym swego miejsca na ziemi.

W dorosłym życiu autor, podobnie jak inne ofiary wojny, borykał się z emocjonalnymi problemami, które znacząco odbiły się na jego życiu rodzinnym i zawodowym.
Od początku jednak wiedział, że zamierza poświęcić się walce utrzymanie pokoju, nie tylko w nowo powstałym państwie Izrael. Potem dosłowną walkę zastąpiły idee i misja ocalania pamięci o Zagładzie, docierania do prawdy na temat nazizmu i obnażania jej.

Saul Friedlander miał okazję współpracować z wielkimi politykami, przywódcami i naukowcami. Nie ze wszystkimi było mu po drodze, co nieraz doprowadzało do waśni i polemik, także na łamach gazet i fachowych periodyków.
Szczególnie głośne były dyskusje na temat wieloletniego konfliktu izraelsko-arabskiego oraz na temat źródeł nazizmu i kwestii odpowiedzialności za zbrodnie popełnione podczas drugiej wojny światowej.

Autor wiele miejsca poświęca powojennej historii Europy i świata. Na kartach jego opowieści spotykamy znanych i nieraz kontrowersyjnych prezydentów, premierów, ministrów, dowódców i bojowników oraz terrorystów.
Najczęściej Saul Friedlender pisze o Izraelu, który – z racji pochodzenia – jest najbliższy jego sercu. Spogląda jednak krytycznie na politykę wobec Palestyny, potrafi wytykać błędy rządzącym, nawet jeśli naraża się z tego powodu na ataki, a nawet groźby ze strony prasy, kolegów po fachu i napominanych z imienia i nazwiska polityków.

Zaletą książki jest też samokrytycyzm pisarza, który potrafi przyznać się do błędów, nie tylko z młodości. W przypadku autobiografii, w dodatku uhonorowanego wieloma prestiżowymi nagrodami człowieka, to rzadkie zjawisko, więc tym bardziej zasługuje na docenienie.

Niewątpliwym plusem jest styl – Friedlander nawet o skomplikowanych problemach pisze przystępnym językiem, starając się zawsze przybliżyć czytelnikowi tło przedstawianych wydarzeń.
Historiozoficzne, polityczne i społeczne refleksje przeplatane są rodzinnymi opowieściami, anegdotami i wrażeniami z przeczytanych lektur, co tworzy barwną i interesującą mozaikę.
Dzięki temu całość czyta się jednym tchem, niczym najlepszą powieść, która pozostaje w czytelniku nawet po odłożeniu jej na półkę.
BEATA IGIELSKA
Od zwierząt do bogów
Autor komentarza:
Anonimowy
16.10.2017 11:06:19 Usuń Zgłoś nadużycie
5 milionów sprzedanych egzemplarzy to niebywały wynik! Wystarczy przeczytać kilka pierwszych stron bestsellera Yuvala Harari, by zrozumieć, skąd wzięła się taka liczba. I by bez reszty utonąć w lekturze! „Sapiens. Od zwierząt do bogów” to książka popularnonaukowa, lecz czyta się ją jednym tchem niczym najbardziej wciągającą powieść. Dlaczego tak się dzieje? To przede wszystkim zasługa przystępnego, błyskotliwego stylu, który łączy barwny wykład z literackim zacięciem. Autor bardziej opowiada niż przemawia, wciąż przywołując obrazowe, trafne przykłady i anegdoty. Wszystkie tezy popiera logicznymi i przekonującymi argumentami. Nie brak wśród nich zabawnych, uroczych i zaskakujących historyjek, które łączą prostotę z mądrością i głęboką wiedzą.
To właśnie, jakże trafne połączenie okazało się kluczem do wielkiego sukcesu, jaki odniosła książka. Czytając ją, cały czas zastanawiałam się, dlaczego jako uczennica nie miałam szczęścia i nigdy nie trafiłam na nauczycieli biologii, geografii i historii, którzy mieliby w sobie chociaż trochę takiego zapału w przekazywaniu wiedzy jak Yuval Harari.

A teraz kolej na treść, bo przecież tak naprawdę ona jest tu najważniejsza.
Autor z dbałością o szczegóły opisuje powstanie i życie człowieka na Ziemi. Co ciekawe, cały czas traktuje ludzi jako element przyrody. Człowiek wybił się co prawda na władcę natury, ale – mimo wielkiej wiedzy i możliwości – wciąż nie zawsze potrafi nad nią zapanować. I niestety coraz częściej staje się dziś jej niszczycielem, który swoimi nieprzemyślanymi ingerencjami robi więcej zła niż pożytku.

O tych relacjach człowieka z przyrodą autor pisze z wielkim poszanowaniem dla świata zwierząt i roślin, które istniały przecież przed ludźmi. A potem zapewniały mim przetrwanie i skłaniały do rozwoju. Głęboki humanitaryzm pisarza wyczuwa się podczas całej lektury.

Interesującym zabiegiem jest porównywanie życia pierwszych ludzi, zwłaszcza homo sapiens, z naszą współczesną rzeczywistością. Początkowo może to dziwić, ale czytelnik szybko przekonuje się, że jest sporo wspólnych płaszczyzn.
Oczywiście dziś żyjemy na niebotycznie wyższym poziomie, lecz wciąż robimy to w grupach, często kontynuując przypisane niegdyś płciom społeczne role. Wciąż jesteśmy zhierarchizowani, nawet jeśli różne doktryny polityczne przekonują nas, że jest inaczej.
Z niesłabnącym zapałem zajmujemy się też plotkami, które nie są wynalazkiem nawet starożytnych cywilizacji, lecz towarzyszom ludziom odkąd nauczyli się porozumiewać.

Autor nie tylko opisuje rozwój człowieka i jego osiągnięć. Stawia również tezy, które zdają się przeczyć dotychczasowym teoriom. Przykładem może być ocena tzw. rewolucji rolniczej, która rozpoczęła się około dziesięciu tysięcy lat temu. To wówczas ludzie zaczęli przystosowywać się do prowadzenia osiadłego stylu życia, zamieniając role myśliwych i zbieraczy na rolników uprawiających ziemię i hodujących zwierzęta.
Zwykle widzi się w tym same zalety, wskazując na przyspieszony rozwój i wygodniejsze życie. Autor pisze jednak o wadach, powołując się na przykład na uzależnienie ludzi od warunków pogodowych, które mogły prowadzić do klęsk żywiołowych, a więc i do głodu.
Wbrew pozorom, osiadły tryb życia miał też przyczynić się do zubożenia diety za sprawą mniej urozmaiconego pożywienia. A przywiązanie do ziemi, dbałość o uprawy, podlewanie, pielenie, przechowywanie ziaren, utrzymywanie hodowli miało zajmować ludziom znacznie więcej czasu niż dotychczasowe polowania podczas koczowniczego trybu życia.
Takich przykładów odważnych teorii znajdujemy w książce znacznie więcej.

Czytając książkę izraelskiego historyka, z jednej strony odczuwa się dumę z bycia człowiekiem, bez udziału którego nie byłoby cywilizacji. Z drugiej strony jednak nieraz czuje się zażenowanie, wstyd i lęk, gdy pomyśli się, do jakich okropieństw ludzie byli i wciąż są zdolni.

„Sapiens” to niesamowita kopalnia wiedzy o ludziach i otaczającym ich świecie, o biologii, historii, geografii, socjologii, psychologii, filozofii, ekonomii i wielu innych dziedzinach.
Podczas lektury chłonie się tę wiedzę niczym gąbka wodę, wciąż chcąc więcej i więcej. Z żalem też odwraca się ostatnią kartkę, bo miałoby się ochotę przeczytać kolejne pięćset stron.
To na pewno książka dająca wiele do myślenia – o tym, skąd przyszliśmy, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy.
BEATA IGIELSKA
Jasna godzina
Autor komentarza:
Anonimowy
16.10.2017 08:33:33 Usuń Zgłoś nadużycie
„Jasna godzina” to wzruszająca opowieść o umieraniu, ale również – paradoksalnie – książka afirmująca życie. Czyta się ją ze ściśniętym sercem, a po lekturze zaczyna doceniać różne drobiazgi, na które zazwyczaj nie zwraca się uwagi. Gdy Nina Riggs dowiedziała się, że ma raka, była młodą, szczęśliwą i spełnioną kobietą. Wiadomość spadła na nią jak grom z jasnego nieba, chociaż w jej rodzinie kilka osób chorowało i zmarło na nowotwory. Jak to jednak zwykle bywa, i jej wydawało się, że ciężka choroba to doświadczenie, które los szykuje innym, nie nam.

Jak żyć ze świadomością śmiertelnej choroby, zwłaszcza gdy jest się szczęśliwą matką i żoną? Wydawać by się mogło, że na to pytanie nie ma odpowiedzi, a jednak autorce udało się ją znaleźć.
Przede wszystkim podjęła heroiczną walkę o życie i nie zrezygnowała z jego uroków. Nadal spotykała się z przyjaciółmi, starała się być czułą mamą i małżonką, czytała książki, pisała wiersze, artykuły i zaczęła tworzyć bloga, często wspominając swojego przodka Ralpfa Emmersona, wybitnego amerykańskiego poetę.

Z kart „Jasnej godziny” wyłania się portret niezwykłej kobiety, która stara się czerpać z życia tyle, ile się da. Nie poddaje się, walcząc o każdy kolejny dzień, a jednocześnie pisze o tym w sposób zwyczajny, jakby było to coś powszedniego.
Nina nie jest niepoprawną optymistką. Zdaje sobie sprawę z zagrożenia i nie lekceważy go, jednak nie poddaje się depresyjnym nastrojom, co w jej sytuacji nie jest łatwe i na pewno budzi w czytelnikach podziw.

Niezwykłe jest to, że umierająca kobieta okazuje się zapobiegliwą matką i żoną. Planuje, co musi zdążyć zrobić, by zapewnić bezpieczeństwo i dobrą opiekę swoim synom, a także pozostawić po sobie dla nich jakiś ślad.
Gdy czyta się te fragmenty, nieraz trzeba przerywać lekturę, by dojść do siebie.

„Jasna godzina” na pewno nie jest tanim wyciskaczem łez, nie bazuje na banalnych chwytach i igraniu z emocjami czytelnika. To książka dojrzała, pełna szczerości, która przekazywana jest w sposób naturalny, ujmujący, pełen szacunku dla praw natury i jej nieuchronności, nawet jeśli wydają się nam one niesprawiedliwe.

To również opowieść o codzienności, która może być fascynująca, jeśli umie się dostrzegać jej uroki, małe radości i pozornie przeciętne rzeczy, na które zazwyczaj nie zwracamy uwagi. Doceniamy je najczęściej dopiero wówczas, gdy zaczynamy coś tracić.

Książka Niny Riggs jest lekturą dla każdego. Na pewno nie jest łatwo czytać o zbliżającej się śmierci, ale autorka potrafi zarazić czytelnika swoim optymizmem i skłonić do spojrzenia na własne życie z innej, lepszej perspektywy.
Obok „Jasnej godziny” nie można przejść obojętnie. To dziennik, który na długo pozostaje w pamięci, skłaniając do wielu, wielu refleksji.
BEATA IGIELSKA
Zobacz wszystkie komentarze